Cieszę się, że Bóg nie posądza mnie o to, że chcę porwać czyjeś dziecko. Chociaż zdrowi ludzi też mnie o to nie posądzają. Ale mi to boli, że ktoś nagle wymyśla o mnie różne bajki i przypisuje mi złe zamiary.
Cieszę się, że Bóg zna moje serce i nie patrzy na mnie podejrzliwie, nie posądza za to, czego ja nie uczyniłam i nawet nie miałam zamiaru uczynić. Cieszę się, że Bóg nie bije mnie Biblią po głowie i do niczego nie zmusza. Bóg jest miłością i miłością zdobywa serca ludzi.
Również się cieszę, że Bóg nie posądza mnie za to, że mam wyższe wykształcenie. On nigdy nie powie mi: myślisz, że jeśli masz wyższe wykształcenie, to już jesteś lepsza?... Nawet jeślibym zrobiła doktora habilitowanego, to i tak nie uczyniłoby to mnie lepszą w oczach Bożych. A gdybym nie miała wyższego wykształcenia, to nie byłabym dla Niego gorsza. I chociaż uważam, że powinniśmy kształcić się i rozwijać swój umysł, to nigdy nie traktowałam ludzi bez wykształcenia jako osób gorszego gatunku (nie mówię tu o tych, którzy mogą, ale nie chcą kształcić się, a zamiast tego leżą sobie na kanapie, oglądają telewizję i plotkują).
A jeszcze cieszę się bardzo, że mogę rozmawiać ze swoim Bogiem w jakimkolwiek języku. On wszystko zrozumie. A najbardziej cieszę się z tego powodu, że nie muszę przejmować się, że powiem z akcentem. Bóg nie wyskoczy i nie powie mi: acha, słychać, że nie jesteś polką.
Nie jestem polką. I jeżeli dla kogoś jest to najważniejszą moją cechą, to nie mam o czym dalej rozmawiać z taką osobą. A dla Boga jestem takim samym człowiekiem, jak i wielu innych. I właśnie Bóg daje mi życie wieczne i obywatelstwo na Nowej Ziemi pod Nowym Niebem, które Sam własnoręcznie stworzy, kiedy przyjdzie.
1 comment:
Nie jesteś Polką, ale cudnie piszesz w języku polskim. Pozdrawiam
Post a Comment